RSS

Stażystka z Arizony pisze o e-papierosach

15 Lut

Trafiłem właśnie na artykuł z Arizony, dotyczący „potencjalnych niebezpieczeństw związanych z tzw. pasywnym chmurzeniem (second hand vaping)”. Co prawda nie jest to polski artykuł, ale chcę go skomentować, aby pokazać, jak wygląda niefachowe czytanie tekstów oraz brak podstaw wiedzy chemicznej i toksykologicznej. Panią autorkę może trochę usprawiedliwiać to, że nie jest jeszcze dziennikarką, ale dopiero stażystką i studentką dziennikarstwa na University of Arizona. Ale teraz do rzeczy.
Stan Arizona zaczyna myśleć o wprowadzeniu ograniczeń w wapowaniu. Prawdopodobnie dlatego powstał ten artykuł – aby trochę postraszyć.
Jak zwykle mamy tutaj typowy wstęp o tym, że e-papierosy są zachwalane jako bezpieczniejsze od zwykłych. „Zachwalane” – to już jest dość charakterystyczne sformułowanie. Czyli producenci czy dystrybutorzy zachwalają, ale – w domyśle – prawda zapewne jest inna. Dalej jest o tym, że firmy e-papierosowe reklamują, że wydmuchiwana chmurka to tylko para wodna. Zaraz, zaraz – od dobrych pięciu lat nie widziałem takiej informacji u żadnego poważnego sprzedawcy (tych z Alledrogo nie liczę). Skład chmurki wydmuchiwanej znany jest już od kilku lat z solidnych badań naukowych. W zasadzie pani Emmalee Mauldin za chwilę pisze o tym, co jest w wydychanej chmurce: „pozostałości nikotyny, cząstki stałe, metale ciężkie i inne związki powodujące raka”. I w tym momencie łapy opadają. Pani Mauldin chyba nigdy nie słyszała o Paracelsusie i o regule, że wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka stanowi o truciźnie. Owszem, waper wydmuchuje pozostałości nikotyny, ale jest jej tyle, ile np. w pomidorach czy bakłażanach. To samo dotyczy reszty. Metale ciężkie? Zbadajmy powietrze w mieście – wtedy będzie zdziwienie. A odwoływanie się do artykułu Stantona Glatza z 2013 pokazuje, że tekst pisany jest pod konkretną tezę.
Ale dalej jest jeszcze gorzej. Cytowana jest pani prof. Judith S. Gordon z Wydziału Pielęgniarstwa wspomnianego University of Arizona. Pozwólcie, że zacytuję ten fragment w oryginale: „So, it’s the same issue with secondhand smoke that secondhand vapor contains all the same chemicals as if you were vaping yourself, just as secondhand smoke contains all of the same chemicals as if you were smoking yourself.”
W skrócie: pasywne chmurzenie powoduje wdychanie tych samych związków, które wdycha waper, podobnie jak pasywne palenie tytoniu powoduje wdychanie tych samych związków, które wdycha palacz.
I to już jest kompletny brak zrozumienia. Po pierwsze: nikt z waperów nie wdmuchuje stojącym obok ludziom chmurki do płuc. Nawet jeśli ktoś stoi obok chmurzącego, nie wdycha tego, co waper. Co najmniej 95% nikotyny pozostaje w organizmie chmurzącego. Reszta jest wydmuchiwana, ale w powietrzu się rozwiewa. Co więcej – pani Gordon chyba ma niewielką wiedzę o składzie dymu tytoniowego oraz tzw. strumienia bocznego, czyli tego, co emituje papieros pozostawiony na chwilę pomiędzy zaciągnięciami. Te składy są zdecydowanie różne – a strumień boczny zawiera znacznie bardziej niebezpieczne związki pochodzące m.in. z procesu pirolizy. Tu przypomnę, że e-papieros odłożony na stół nie emituje niczego. No cóż, ale tak to jest, gdy o kwestiach chemicznych czy toksykologicznych wypowiada się doktor psychologii klinicznej.
Podobnych artykułów zapewne można znaleźć znacznie więcej. Smutne, że po tylu latach badań i tysiącach(!) publikacji naukowych nadal przekaz jest taki sam, jak 10 lat temu. Przekaz jednoznacznie negatywny. I czytelnik, który trafi na taki tekst pomyśli sobie: skoro nie ma różnicy, to nie przejdę na e-papierosy, będę dalej palił zwykłe.

 
Leave a comment

Posted by on 15 lutego 2019 in Uncategorized

 

Tags: ,

Comments are closed.