RSS

Tag Archives: prywatne

UWAGA! Książki o e-papierosach na aukcji WOŚP

Dziś króciutko, bo nie ma się co rozpisywać. Na charytatywnej aukcji Allegro wystawiłem unikatowe egzemplarze moich (i nie tylko) książek o e-papierosach. Nie ma ceny minimalnej, ale mam nadzieję, że ze względu na szczytny cel uda się trochę kasy zgarnąć na dzieciaki.
Aukcja trwa tylko tydzień – do następnej soboty.
Książki (sprzedaję tylko w komplecie) możecie obejrzeć poniżej. Dłuższy opis jest na stronie aukcji.

Mam prośbę o rozpowszechnienie informacji o tej aukcji na forach i w innych mediach społecznościowych. Powodzenia w licytacji.

 
Leave a comment

Posted by on 12 stycznia 2019 in Uncategorized

 

Tags: ,

„Spotkanie”

Pięć lat temu, gdy w Unii ważyły się losy niesławnej dyrektywy tytoniowej napisałem opowiadanie. Mam nadzieję, że ta wizja się nie spełni, ale właśnie dlatego postanowiłem je przypomnieć.

Spotkanie

utwór dedykuję Januszowi A. Zajdlowi – mistrzowi dystopii

Gdzieś w Polsce, pewien jesienny czwartek 20XX roku

Tym razem szedł z bijącym sercem. To był ten dzień. Przygotowywał się do niego już dawno. Od dwóch tygodni co drugi dzień chodził na spacer tą samą trasą. Zawsze rozglądał się dyskretnie, obserwował otoczenie. Starał się ubierać tak, aby nie zwracać uwagi. Szare nijakie spodnie, bura kurtka, czapka. Żadnych znaków szczególnych. To było ważne, bardzo ważne. Żeby nikt nie przyglądał się za bardzo.
Spokojnie przeszedł przez park mijając spacerowiczów, ludzi z psami, młodych rolkarzy. Przeszedł obok stawu i dotarł do bocznej ścieżki. Mgła ścieliła się nad trawą i między drzewami. Idealny dzień. Przystanął na chwilkę, udając, że szuka czegoś w kieszeniach, jednocześnie rzucając okiem w lewo i prawo. Odetchnął, okolica była czysta. W pobliżu byli tylko codzienni spacerowicze, których już rozpoznawał.
Ruszył dalej. To już ostatnie kilkadziesiąt kroków. Z daleka zobaczył umówiony znak – kawałek brudnej wstążeczki „przypadkowo” zawieszonej na gałęzi drzewa. „HA! Dobra nasza” – pomyślał. „Już jest na miejscu”. Spokojnym krokiem podszedł do starej drewnianej szopy, ostrożnie otworzył drzwi i szybko wszedł do środka.
– No, jesteś – usłyszał. – Świetnie. Czysto w okolicy?
– Tak, żadnych problemów. Nikogo podejrzanego.
– Masz?
– HA! Jasne, że mam – odpowiedział z uśmiechem, poklepując się po kieszeni kurtki.
– Dawaj, dawaj, nie mamy za dużo czasu. Nie mogłem się doczekać. Prawie całą noc nie spałem.
Wyjął z kieszeni małą nieoznakowaną buteleczkę i zaprezentował przyjacielowi. Ten wziął ją ostrożnie, odkręcił i ostrożnie powąchał.
– Tytoniowy?
– Jasne. Dwudziestka czwórka. Mocna rzecz.
– No to musiałeś nieźle za to zapłacić – odrzekł przyjaciel wyciągając z kurtki sprzęt.
– Przyjemność kosztuje – stwierdził filozoficznie, chowając lewą rękę do tyłu. Gest ten nie uszedł jednak uwadze przyjaciela.
– Ej, pokaż rękę… gdzie twoja Omega Globemaster?
Zmieszał się trochę i uśmiechnął nieco bezbronnie. Odparł cicho:
– E tam, nieważne. Mam za to 40 mililitrów. Stary, to przecież bardzo dużo. Po co mi taki zegarek?
Zmontowali sprzęt, ostrożnie zakroplili bezcenny płyn. Ręce im trochę drżały z emocji i oczekiwania na pierwsze zaciągnięcie. Po chwili szopę zaczęły wypełniać delikatne chmurki. Milczeli rozkoszując się smakiem liquidu. Każde zaciągnięcie się wywoływało zmrużenie oczu i uśmiech.
– Dobre, niesamowicie dobre.
– I mocne jak diabli – dodał cicho przyjaciel.
– Nirwana, stary, po prostu nirwana…
Ciszę przerwał głośny trzask brutalnie wyłamywanych drzwi szopy. Próbowali niezgrabnie zareagować, odrzucając od siebie sprzęt i butelkę z zakazanym płynem. Na nic się to nie zdało. Mężczyźni w ciemnych mundurach błyskawicznie znaleźli dowody przestępstwa.
– Na ziemię, kurwa, już! Ręce na głowę – wydarł się jeden z nich, najpewniej dowódca.
Posłusznie padli i przyjęli nakazaną pozycję.
– Tu jest ich sprzęt, panie komisarzu – rzucił jeden z zamaskowanych.
– I butelka – dodał drugi.
– No, skurwysyny, nie wyłgacie się – dowódca patrolu europolicji był wyraźnie zadowolony.
– Ale… jak… jak nas namierzyliście?
– Możemy ci powiedzieć, gnojku. To proste jak drut. Widzisz to urządzenie?
– Tak, widzę – odrzekł. – Co to jest?
– Czujnik promieniowania beta, debilu. Wykrywa izotopy promieniotwórcze. Możemy wam teraz powiedzieć, bo i tak nie wygadacie. Od roku wszystkie uprawy tytoniu są szpikowane izotopem ameryku 242. On zostaje nawet w ekstrahowanej nikotynie. No i jest potem w tych waszych pieprzonych liquidach, w sporych ilościach. Szliśmy spokojnie ciepłym śladem, dupki żałosne. I mamy was.
– A skąd pewność, że nie rozpowszechnimy tej infor…
Nie dokończył. Dwa przytłumione strzały oddane z bliskiej odległości dopełniły dzieła.

Nazajutrz… piątek. Wiadomości TVN42

Z ostatniej chwili: W dniu wczorajszym w szopie na terenie lokalnego parku ujawniono zwłoki dwóch mężczyzn w średnim wieku. Wydaje się, że są to ofiary porachunków gangsterskich. Jak dowiadujemy się nieoficjalnie, europolicja nie wyklucza, że w grę wchodził handel materiałami promieniotwórczymi.
A teraz wiadomości biznesowe: akcje koncernów tytoniowych oraz farmaceutycznych biją kolejne rekordy. Analitycy przewidują, że trend rosnący potrwa jeszcze dość długo.

© by Mirosław Dworniczak. Wszelkie prawa zastrzeżone.

 
Leave a comment

Posted by on 11 stycznia 2019 in Uncategorized

 

Tags:

Marzenia na rok 2019

Na blogu Starego Chemika pod koniec grudnia zawsze pisałem o moich marzeniach na kolejny rok. Myślę, że i tutaj mogę wprowadzić taki zwyczaj. Każdy koniec roku jest okazją do snucia planów na rok następny. Planów, ale i marzeń – bo plany to coś, co od nas zależy, a marzenia… no właśnie – niekoniecznie mamy wpływ na to, czy się spełnią czy też nie.
Jakie mam marzenia na ten 2019 rok? Po pierwsze – chciałbym, aby nikt nie zaczął majstrować przy ustawach związanych z chmurzeniem. Nie oznacza to oczywiście, że istniejący stan prawny mi się podoba. Od dawna twierdzę, że zarówno sama dyrektywa tytoniowa, jak też ustawa, która ją implementowała w Polsce, są nieporozumieniem. Praktyczne zrównanie e-papierosów z konwencjonalnymi wyrobami tytoniowymi jest nieporozumieniem. Niestety, wiem jednak też, że jak do tej pory każda zmiana prawa szła w złą stronę. Nie wierzę też, że Unia pójdzie po rozum do głowy i nagle zacznie słuchać naukowców w kwestii EIN.
Marzy mi się natomiast, że czerwcowy GFN znowu będzie spektakularnym wydarzeniem. Po cichu liczę, że zaczną się tam pojawiać też ludzie z „naszej strony”, czyli użytkownicy e-papierosów. Wiem, że dla osoby prywatnej opłata konferencyjna w wysokości 100 funtów brytyjskich jest poważną sumą, ale jest duża szansa, że uda mi się załatwić darmowe wejściówki dla kilku zainteresowanych osób. Dlatego jeśli ktoś byłby zainteresowany udziałem w tej konferencji, niech sobie rezerwuje czas w dniach 13-15 czerwca 2019.
Co jeszcze mi się marzy? Ano choćby to, że w mediach będą się pojawiać uczciwe teksty o e-fajkach. Nie chodzi o to, aby było to bezkrytyczne wychwalanie, ale patrząc na to, jak chmurzenie jest traktowane do tej pory, każda zmiana na plus będzie fajna. Jestem też ciekawy, czy polskie media dostrzegą wreszcie konferencję GFN. W tym roku pojawiła się jedna(!) dziennikarka, choć informacje i zaproszenia zostały wysłane do dziesiątek redakcji. To samo zresztą dotyczy polskiego środowiska naukowego. Paradoksalnie – przyjeżdżają do Polski ludzie z drugiego końca świata – z Nowej Zelandii czy Ameryki Południowej – i jakoś ich nie przeraża odległość i czas podróży, a ktoś, kto mieszka i pracuje w Warszawie czy Wrocławiu nie ruszy czterech liter, aby się pojawić. Może jednak w 2019 to się zmieni – tak sobie marzę.
Byłoby też fajnie, aby w Polsce pojawił się chociaż jeden nowy zespół zajmujący się badaniem EIN. Od lat jest jeden – prof. Andrzeja Sobczaka. Robią tam naprawdę ciekawe rzeczy, powstał już nawet jeden doktorat z tej tematyki, a kolejne są w przygotowaniu. Może jakaś inna uczelnia w końcu też się zainteresuje.
No i na koniec marzenie, które mam od lat – ale powoli przestaję wierzyć, ze może się ono spełnić. Chodzi oczywiście o stowarzyszenie użytkowników e-papierosów. Jesteśmy jednym z nielicznych krajów w Europie, który takiego stowarzyszenia nie ma. Prześcignęła nas nawet maleńka Estonia. Może w końcu znajdą się ludzie, którzy chcieliby coś takiego stworzyć. Oby.

A na sam koniec tego wpisu chciałbym życzyć wszystkim Czytelnikom naprawdę dobrego 2019 roku.

 
Leave a comment

Posted by on 27 grudnia 2018 in Uncategorized

 

Tags:

Boże Narodzenie 2018

Szanowni Czytelnicy

Idą Święta Bożego Narodzenia – czas szczególny. Z tej okazji chciałbym wszystkim Wam życzyć przede wszystkim spokoju i pokoju.  W te najbliższe dni zwolnijcie nieco, a może nawet zatrzymajcie się na chwilę. Wspomnijcie wszystkie dobre chwile, które przeżyliście przez ostatni rok. Pomyślcie też o tych, których już nie spotkamy przy stole.
Dobrych, spokojnych Świąt!

A w chwili wolnej posłuchajcie śpiewanej przez Beatę Rybotycką „Kolędy dla nieobecnych”. Napisał ją Szymon Mucha, a autorem muzyki jest niezrównany Zbigniew Preisner z krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”.

„A nadzieja znów wstąpi w nas,
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzyli kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu.
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu.”

 
Leave a comment

Posted by on 23 grudnia 2018 in Uncategorized

 

Tags:

Opowiem Wam moją historię

Opowiem Wam trochę o mojej historii palenia i chmurzenia. Jako małe dziecko oczywiście nie lubiłem papierosów, choć w domu bywało aż gęsto od dymu tytoniowego. Mój Tata rzucił palenie w wieku ok. 40 lat, z dnia na dzień, ot tak. Wrócił któregoś dnia z pracy i stwierdził, że kończy ze swoimi ulubionymi „Startami” (starsi mogą pamiętać). Mama natomiast paliła aż do śmierci – i to bardzo dużo, do 4 paczek dziennie. W podstawówce zdarzało mi się zapalić, jak prawie każdemu. To była taka głupia manifestacja dorosłości, zapewne wielu z Was to doskonale zna.
Na dobre palić zacząłem na studiach, najpierw po kilka sztuk dziennie, potem do paczki, a jak była impreza, to i dwie szły z dymem. Większość z nas, studentów, paliła. Takie to były czasy. A papierosy były bardzo marnej jakości. Dobre były w Peweksie, ale ich cena była poza zasięgiem finansowym biednych studentów. Paliłem rozmaite ćmiki: jak była kasa, to niebieskie Caro, na co dzień Wiarusy, czasem Mentolowe, Zefiry, Ekstra Mocne (wersja bez filtra była hardkorowa), DS-y (zwane sedesami). Nie dałem rady palić Sportów i Popularnych. Ale generalnie nie byłem przywiązany do żadnego konkretnego gatunku. Coraz częściej dręczył mnie klasyczny kaszel palacza, a pobudka po imprezach to był horror. Nazywało się to wtedy „trampkiem w gębie”. Intensywne palenie zdecydowanie pogłębiało kaca.
Czy próbowałem rzucić? Tak, wielokrotnie. Zwykle wytrzymywałem do tygodnia. Słaby charakter, niestety. Na dłuższy czas (pół roku) rzuciłem przed wyjazdem na stypendium do Kanady. Nawet mi się to udało bez wielkiego problemu. Ale tam pracowałem z kolegą, który palił. Czułem się już wyzwolony, więc przy okazji jakiejś imprezy stwierdziłem, że zapalę jednego, bo przecież już nie jestem nałogowcem. Błąd. Znowu zacząłem palić. I tak w tym ohydnym nałogu wytrwałem 35 lat. Kolejne próby nic nie dawały. W desperacji poddałem się nawet terapii hipnozą. Zadziałała! Niestety, tylko na dobę.
Latem 2009 roku koleżanka-tłumaczka poprosiła mnie, żebym przetłumaczył, a w zasadzie streścił na forum e-papierosowym legendarny już dziś raport dr. Laugesena. Zrobiłem to, a przy okazji zainteresowałem się samym tematem. Wciągnąłem się w forum, bo padło tam sporo pytań chemicznych, a w październiku tego samego roku postanowiłem sam spróbować, choć na samym początku byłem nastawiony sceptycznie. 5 X pan listonosz dostarczył mi paczkę z pierwszym e-papierosem. Rozpakowałem, zmontowałem, zaciągnąłem się i… szok! To było mocne, miało konkretny smak – inny niż zwykłe ćmiki, ale fajny. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę sprzęt – pierwszy nazywał się proroczo BFREE (znany też jako KR-808D, z kartomizerem), potem były dwa tzw. cigalike, ColinsS Age, Janty Stick i wiele, wiele innych. Po kilku dniach zaryzykowałem i zapaliłem zwykłego. Po jednym zaciągnięciu się, dość płytkim, dostałem takiego ataku kaszlu, że myślałem iż nadszedł już koniec. Od samego początku chmurzenia drażnił mnie dym tytoniowy, nie cierpię, gdy idzie przede mną ktoś z zapalonym papierosem. Minął mi kaszel poranny i zadyszka podczas wędrówki na IV piętro. Na nowo odkryłem świat smaków i zapachów. A do tego nie cuchnę. I tak oto e-papierosy zostały ze mną do dziś – już ponad 9 lat.
Kiedyś dobrzy ludzie wspomogli mnie, gdy zaczynałem. Od paru lat ja staram się pomagać kolejnym. Ot i cała historia.

 
Leave a comment

Posted by on 13 października 2018 in Uncategorized

 

Tags: ,